… czyli projekt “Szczenię zimą”.
Otóż tak. Jeśli akurat nic nie wycieram i nie sprzątam to na pewno wybiegam z rozwianym włosem i szczeniakiem pod pachą do ogrodu.
Kto by pomyślał, że tak małe stworzonko ma tak sprawnie i zwinnie działającą przemianę materii.
Ale ojtam ojatm
Lila to ważąca 3,5 kg kulka czystej radości życia, nieskoordynowanych ruchów, miliona słodkich minek, pary spanielowatych oczu i pary kłpaciatych uszu. Cztery łapki zakończone różowymi podusiami, mały zimny nos, dużo ostrych igiełek w paszczy. Czysty wdzięk i pozytywna energia. Nieskończone właściwości rozczulające i zamieniające największych twardzieli w miseczkę budyniu. Gwałtowny atak zakochania u wszystkich ludzkich domowników stałych i dochodzących.





Kocury jak należało się spodziewać dość sceptycznie powitały nową siostrę. W ich pięknych oczach widzę raczej mieszankę zdegustowania, szoku i tak!, nie bójmy się tego słowa – obrzydzenia. Ogólnie są dość wyniosłe w stosunku do suki. Ale i zaciekawione co to za samonapędzająca się zabawka, która tupie, brudzi, robi dużo hałasu i brzydko pachnie
No i zero agresji z obu stron co daje nadzieję na przyszłość.


No rozrasta się ten mój zwierzyniec w dość dynamicznym tempie można by rzec. Ale serce mi rośnie i dusza się raduje bo spełniam swoje marzenia. Są też bardziej przyziemne strony realizacji tychże marzeń of course. Choćby takie, że wynoszę tę pirlipatkę na dwór co dwie godziny a jaki mordor za oknem jest, każdy widzi. I usta mi już od tego spierzchły i marzną mi paluszki. Ale ja nie dam rady? Ja? która własnoręcznie odpieluchowała dwójkę opornych ludzkich dzieci? Ja nie dam rady z takim futrzakiem? Watch me!
Moje waleczne i zorientowane na sukces nastawienie ani trochę nie zmienia faktu, że jestem chyba najbardziej oczekującym wiosny bytem na tej półkuli. Wiosna wszystko ułatwi i uprzyjemni, zatem państwo wybaczą, ale…
