macierzyńsko

Dzień dziś doniosły, nastrój podniosły :D
Mam lekką głupawkę, próbuję się spakować na wakacje, z póki co opłakanym skutkiem. Od mnogości godzin spędzonych wczoraj i dziś na łódce ( a wiało zacnie), błędnik mi się buntuje i pisząc tę notkę zaliczam niezłe przechyły :D
ojtam
o czym to ja chciałam? a Dzień Matki
Cóż moje dzieci są radością, zmartwieniem, czystym szczęściem, zwątpieniem, inspiracją, rozżaleniem, miłością, uciążliwością, niezwykłością, codziennością. Mogłabym tak długo. Najważniejsze jest, że są. Są, choć czasem nadal trudno mi w to uwierzyć. I nie potrafię myśleć, że mogło być inaczej.
I znów przepięknie zaśpiewa o tym co mi w duszy gra Anna Maria.

ps.tymczasem robimy ahoj na dłużej i przy sprzyjających wiatrach jutro zmierzamy w na południe kontynentu :)

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

koncertowo

Ah ten Możdżer! Wyszłam z koncertu na miękkich kolankach. Pięknie było. Porywająco. Burza emocji.
Nie jestem zbyt “wyrobiona” muzycznie, ale sądzę, że uczestniczyłam w czymś bardzo wyjątkowym.
Bo kiedy Leszek Możdżer się kłaniał, uśmiechał oraz mówił do publiczności był sobie takim zwyczajnym człowiekiem – dwie ręce, dwie nogi, głowa – jak ty i ja. Potem siadał, kładł dłonie na klawiaturze, zasłaniał twarz blond czupryną – i zaczynał czarować. Gdy wydobywał z fortepianu te niesamowite dźwięki, Leszek Możdżer jako istota z krwi i kości zupełnie gdzieś znikał. Zapominałam, że on tam wciąż jest, że on to wszystko robi – to co dzieje się w mojej głowie i to, że serce mi tak mocno bije. Nie pamiętałam o nim. Bo była tylko muzyka. On był muzyką.
Miażdżącego talentu potrzeba, i na pewno lat morderczej pracy, żeby wzbudzać w słuchaczu tak duże wątpliwości, że za tym wszystkim stoi tylko człowiek. Leszek Możdżer o niepewnym trochę uśmiechu i blond grzywie. Zwykły człowiek. Magik. Geniusz. Mój Pan od Muzyki.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

odmienne stany świadomości?

Pogrzebawszy w statystykach bloga dokopałam się do fraz przez które ktoś na bloga trafił.
niniejszym zwycięzcą ogłaszam “pięcioletnią jabłoń” :)
Tymczasem nadal tendencja wznosząca – zwierzęca wręcz chęć życia, zachłanność, zapał, nienasycenie i energia z samego chyba kosmosu bo sypiam maksymalnie 5 godzin na dobę. Przyjdzie mi za to zapłacić wiem.
Tymczasem z żalem oddalam się z końca świata na dni kilka. Ale dla posłuchania Leszka Możdżera na zywo mogę poświęcić wiele ;)
Młodzi Gniewni również pełni energii i pomysłów na siebie. Źródło tejże energii jest mi znane. Jedzą (żrą jest bliższym prawdy określeniem) niczym pułk wojska. Nie nadążam trochę z tym ich apetytem. Wczoraj spory kawał grillowanej ryby, micha świeżego szpinaku z dodatkami, i cała sporych rozmiarów foccacia. Po czym o godzinie 18 zażądali kolacji. Przedwczoraj Następca Tronu był łaskaw zjeść 18 pierogów. OSIEMNAŚCIE. Po czym wstał, utrzymał równowagę, otarł usta rękawem i oznajmił, że idzie na rower. Gdzie to zmieścił pozostaje kosmiczną zagadką.
Kiedyś, całkiem jeszcze nie dawno byłam głęboko przekonana, że dorosłość to drwina z młodzieńczych marzeń i planów. Tymczasem pokochałam bycie panią po 30-stce, nic a nic nie tęsknię za szaleństwami dwudziestoletnimi. Dociera do mnie jasno ile straciłam przez zaniechanie. Pędzę więc w poszukiwaniu straconego czasu. Po raz pierwszy mam ochotę na nowe, nieznane. Wychodzę coraz bardziej poza “strefę komfortu”, z ciekawością sprawdzam “co za rogiem”. Chce mi się śmiać, tańczyć, i nie traktować się ani trochę poważnie.
Oh! wygląda to na karygodny wprost wybuch optymizmu i miłości własnej. Takie do do mnie niepodobne, że aż strach. I wstyd trochę, że tak bez oporów i chłodnego dystansu ten swój obłęd tu sprzedaję. Przecież jasne jest, że za jakiś czas będę to odszczekiwać. Na łamach tego blogaska, a jakże. Więc stay tuned
A moc niech zostanie ze mną!

Opublikowano Uncategorized | 5 komentarzy

Skarżypyta

MAMOOOOOOOOOOO, MAMOOOOOOOOOOOOOOOO!
Drze się Jej Maleńkość ile sił w płucach wprost ze środka ogrodu
Nie będę ściemniać, że trochę udawałam, że mnie nie ma;)
Wszak trochę przygłucha i odrobinę ślepa matka, to matka szczęśliwa.
MAMOOOOOOOOOOOOO, MAAAAMOOOO – nie poddaje się Jej Maleńkość!
MAMMMMOOOOOOOO a Kacper powiedział kuuuuuurwaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!
Sąsiedzi pracujący w ogrodzie na przeciwko ryknęli śmiechem.
Energicznie poderwałam 4 litery z krzesełka.
Ta dzisiejsza młodzież.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

hell yeah

Nie ma mnie tu. Gdyż albowiem ponieważ wszystko przez to, że się zakochałam. I jest to miłość toksyczna, obezwładniająca, uzależniająca. Bo jak tu nie oszaleć dla tego zupełnie wariackiego uczucia kiedy łapiesz wiatr w żagle (i to dosłownie), kiedy jacht się przechyla, woda bryzga na boki, żagiel napina, a dłonie ściskające szot szczypią i nie wiadomo kiedy pokrywają się malowniczymi bąblami. Świat znika, nie ważne co będzie za godzinę – teraz jest szum wiatru, łopot płótna, i ty sam na sam z łodzią, naturą i sobą samym. I to wszechogarniające, zniewalające poczucie wolności. Aż chce się krzyczeć.
Skok dopaminy, zalew endorfin, ekstaza – nazewnictwo jest bez znaczenia.Jestem stracona dla świata. Myślę, że na długo. Być może na zawsze :)
Tak bardzo się cieszę, że to dopiero początek mojej żeglarskiej drogi. Tyle jeszcze przede mną. Oszalałam i nigdy nie chcę wyzdrowieć :) To się chyba nie może znudzić.
Miałam pojawiać się na przystani 2 razy w tygodniu, jestem 4 razy i kombinuję jak dorzucić piąty. A mówią, że “starość” jest nudna ;)

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarzy

Jestem z miasta?

Na Końcu Świata spędziłam już prawie 5 lat. To dużo. Często zastanawiam się na ile jestem już “tutejsza” a ile tkwi we mnie “mieszczucha”. Bilans wychodził mi 60% (Koniec Świata) do 40% (Miastowa Dziewucha). Po ostatnim pobycie w mieście rodzinnym bilans zmienił się na 80%do20%. Wszystko było fajnie. Wykorzystaliśmy się z miastem do utraty sił i trochę chyba do utraty cierpliwości. Na pewno niemałe znaczenie miał fakt, że był to wyjazd z Młodymi Gniewnymi, więc jak by nie patrzeć podróż odrobinę jednak służbowa ;)
Nie było nas krótki tydzień a po powrocie zastaliśmy tyyyyyle zmian. Ogródek warzywny ruszył wyraźnie do przodu, jabłonie kwitną jak oszalałe. Dzieci oraz pies wybiegły z auta i tyle ich widziałam. Dwie bite godziny biegali dookoła domu, zaglądali w swoje kąty, tarzali sie po miękkiej jak perski dywan i soczyście zielonej trawie. Ubrania również przybrały taki kolor. Zbierali mlecze, pies zaś postawił na ich konsumpcję. Nic nie może się równać z tą ciszą która dźwięczy w uszach, z kawą wypitą na własnym tarasie, z zielenią pchającą się do każdego okna, z rowerową wyprawą bladym świtem do piekarni po gorące jeszcze bułki. Wiem, że tego uczucia nie da mi żadna metropolia choćby nie wiem czym mnie kusiła, tej wszechogarniającej swobody,luzu i prostych radości. Chyba nie jestem już z miasta. Coraz lepiej odnajduję się w życiu tak “trochę z boku”, poza głównym nurtem.

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarzy

Nietykalni

Idźcie na ten film. Koniecznie. Jest rewelacyjny. Niesamowita historia, aktorzy, ujęcie tematu, muzyka. Dawno nie śmiałam się tak głośno i serdecznie w kinie. Nawet jeśli to śmiech przez łzy. I od razu mi lepiej jak sobie pomyślę, że to wydarzyło się naprawdę. Jak się okazuje można zrobić świetną komedię o rzeczach smutnych. I nie musi się ona składać wyłącznie z wulgaryzmów.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz